poniedziałek, 3 kwietnia 2017

NOWOŚCI #3

Cześć. Dziś słów parę na temat moich nowości. Marzec pod względem zakupów był moją totalną porażką :D Aczkolwiek po dwóch miesiącach postu zasłużyłam na małe szaleństwo. Kolejne, mam nadzieję, za kwartał ;)

Wybaczcie żenującą jakość zdjęć. Nie dość, że niedomagam czasowo to na dodatek gdy już znalazłam wolną chwilę mój aparat postanowił strzelić focha. A blogger dodatkowo je masakruje po publikacji.


Jakby to ująć... oferta Vianka i Sylveco mocno mnie ostatnio kusi. Z Sylveco postawiłam na sprawdzony lipowy płyn micelarny oraz nowość dla mnie - rumiankowy żel do twarzy. Po porażce z wersją tymiankową mam wobec niego pewne obawy więc póki co mieszka w zapasach a ja zbieram się na odwagę by po niego sięgnąć.

Z oferty Vianka capnęłam większość interesujących mnie nowości. Łagodzący tonik-mgiełka wylądował w pudle w oczekiwaniu na lato jednak reszta kosmetyków poszła już w ruch. Największe wrażenie zrobił na mnie enzymatyczny żel myjący do twarzy, jak każdy inny micel tego producenta wzmacniający płyn micelarny-tonik 2w1 zachwycił mnie działaniem jednak zawiódł mnie jego zapach a łagodzący olejek do demakijażu jest moim kolejnym podejściem do demakijażu olejami bez emulgatora i... chyba jedna wolę mleczka ;)


Na temat wiosennych nowości Lirene pojawił się odrębny wpis na blogu gdzie ciekawych moich pierwszych wrażeń zapraszam.

Wspomnę jednak o bankietowej maseczce Dermika Noce Życie, którą przygarnęłam  na promocji w Naturze a która od pierwszego użycia podbiła moje serce na amen. Jak ten produkt upiększa skórę i jednocześnie przedłuża trwałość makijażu przy zachowaniu jego świeżości to po prostu bajka!


Szampon Dove Baby kupiłam spontanicznie i przypadkowo. Szampony Alterra już z pełną premedytacją bo bardzo je lubię. To zakup z promocji 1+1 więc sami rozumiecie... żal było nie wziąć :D Tonik-wcierka Vianka to mój numer jeden jeśli mowa o przyroście włosów, jak jedną wykończyłam to kupiłam drugą.


Po paru ładnych latach postanowiłam powrócić do żeli do mycia ciała Jonhson's Baby. I po pierwszym użyciu przypomniałam sobie dlaczego swego czasu gościły u mnie często - ten zapach! Idąc za ciosem przygarnęłam jeszcze mleczko do ciała do kompletu. Na szczęście to zakup z kwietnia więc pokażę Wam je dopiero za miesiąc :D

Kolejny łup z promocji 1+1 z okazji dnia kobiet w Rossmanie to olejki do mycia Wellness&Beauty. W porównaniu do Isany to niebo a ziemia - nie dość, że mają wygodne otwarcie na klik to jeszcze przyjemniejszą konsystencję (przy myciu gąbki różnicy to nie robi, przy myciu ciała ogromną) no i bardziej atrakcyjny zapach. Nie wiem czemu nie są popularne a zewsząd atakuje nas Isana...

Nowości Lirene to również olejek myjący (użyłam go póki co raz do mycia ciała - zapowiada się super) oraz mgiełka samoopalająca. I żel do higieny intymnej Intimea. Wierzcie lub nie lepiej sprawdzają się u mnie żele o słabych składach niż te teoretycznie łagodniejsze.




W marcu wpadło mi w ręce sporo kolorówki. Produkty Provoke z pierwszego zdjęcia dostałam i już zakochałam się w cieniach z dolnego rogu - są piękne *-*

Sama kupiłam kilka kosmetyków Catrice. Podkład to dla mnie nowość, jednak i kamuflaż i puder to moi dwaj ulubieńcy do których postanowiłam wrócić.

A na koniec moje pierwsze podejście do azjatyckich kremów BB. Sięgnęłam po set miniatur Skin 79 i po pierwszych aplikacjach rozmyślam nad pełnowymiarową wersją Gold, aczkolwiek dam sobie jeszcze chwilę (pewnie dłuższą) na podjęcie decyzji.

Jestem ciekawa czy używałyście któregoś z tych kosmetyków? :)

niedziela, 2 kwietnia 2017

ZUŻYCIA #3

Cześć. Dziś witam się w Wam w kolejnym, trzecim już denku na tym blogu. W marcu pod względem zużyć niby nie poszalałam, z drugiej strony i tak udało mi się uzbierać pół torby śmieci. A patrząc na ogrom moich nowości (o tym w kolejnym poście)... dobre i to ;)


Nastawiłam się do niego negatywnie po moich średnio udanych przygodach z kosmetykami z tej (i niebieskiej) linii jednak niesłusznie. Myć mył, krzywy nie robił, miał przyjemną gęstą formułę i uroczy różowy kolor z opalizującymi drobinkami. Nie żeby miałam do niego wracać ale był na tyle niezły, że nie żałuję wydatku na poziomie 4,5 zł :D

Usuwał makijaż i oczyszczał jednak nie koił. Jednak jak na micel w tej cenie o tak wielkiej pojemności to i tak sporo. Wracać chwilowo do niego nie zamierzam, jednak gdy poczuję chęć zakupu neutralnego dla skóry i okolic oczu płynu do demakijażu wiem, że będę mogła na nim polegać.

SYLVECO LIPOWY PŁYN MICELARNY
Kolejny ulubieniec z rodziny Sylveco (po Biolavenie i odżywczym Vianku). Oczyszcza jednocześnie jest bardzo łagodny, delikatnie nawilża pozostawiając po sobie uczucie komfortu na skórze. Mam kolejne opakowanie w zapasach - powrót obowiązkowy. Zaznaczę jednak, że tego typu naturalne płyny używam rano zamiast standardowego mycia skóry żelem.

Nie grzał. Po za tym był świetnym, delikatnym acz skutecznym peelingiem z ogromem delikatnych drobinek zatopionych w kremowej bazie, która delikatnie nawilżała skórę. Chętnie do niego wrócę.

Odświeżała, delikatnie nawilżała i oczyszczała skórę fundując aromaterapię dzięki pięknemu zapachowi (dużo bzu!). Powrót wskazany ;)



MATRIX TOTAL RESULTS HIGH AMPLIFY ODŻYWKA
Odpowiadam za zużycie połowy tej butli i nawet to było przedsięwzięciem tak meczącym, że zdążyłam ją szczerze znienawidzić. Nie wygładzała, nie nawilżała, lekko usztywniała włosy. Jak za taaakie pieniądze (okolice 40 zł) i taaaaką markę - spodziewałam się zdecydowanie więcej.

Porażka numer dwa. Okropna konsystencja, okropny zapach i zero działania.

Porażka numer trzy. Która nie robiła z włosami absolutnie nic oprócz ich usztywnienia. Jedyną rzeczą, która ją ratowała był przyjemny zapach.

Nadal głowię się nad nazwą tego produktu :D Aczkolwiek jest świetny i szybko zdobył moje serce. Pięknie doczyszcza jednocześnie jest bardzo delikatny. Idealny do codziennego mycia. 

Włosy rosną mi po nim jak na drożdżach. Mamy chwilową przerwę jednak kolejne opakowanie już stoi w łazience

Piękny zapach, jednak czegoś zabrakło. Połowę zużyłam do ciała bez większego żalu.




PALMOLIVE ŻEL POD PRYSZNIC
Upojny zapach maku nie wyratował tego żelu pod względem jakości - niby był gęsty jednak jednocześnie podejrzanie lekki i śliski. Przesuszał mi też lekko skórę.

ICEVEDA ZŁUSZCZAJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC
Zapach bardzo na tak, komfortu użytkowania na nie. Miał przedziwną formułę, która wcale nie chciała się pienić, był lekko tępy, mało wydajny. Drobiny robiły za ozdobę bo były za małe i było ich zbyt mało by mogły cokolwiek zrobić (oprócz zapychania pompki - musiałam podmienić korek). Miał potencjał ale wypadł słabo.

DOVE ŻEL POD PRYSZNIC
Niesamowicie przyjemny zapach plus świetna, puszysta (ciut inna od żeli Purely Pampering, które katuję) formuła. Zużyłam z przyjemnością.

ZIAJA PEELING CUKROWY DO CIAŁA
Jedna z większych wtop kosmetycznych ostatniego czasu. Zostawiał obrzydliwy, trudny do zmycia film na skórze. Zużyłam do stóp.

YVES ROCHER MLECZKO DO CIAŁA
Boski zapach, świetna lekka choć treściwa konsystencja, dobre właściwości nawilżające. Wróciłabym do niego ale go wycofali :<

DOVE ANTYPERSPIRANT
Jak lubię wersję Orginal to ten nie przypadł mi do gustu. Bo zbyt słabo chronił. Był za to bardzo komfortowy w użytkowaniu, nie przesuszał mi skóry i miał ładny zapach. Jednak wychodzą z domu na 12h sięgałam po coś innego.

FA ANTYPERSPIRANT
Jakie było moje zdziwienie, gdy mimo całej mojej niechęci do produktów Fa, okazało się że to naprawdę świetny proodukt. Chronił na długie godziny, miał przyjemny, intensywny zapach i jak na spray wcale nie skończył się jakoś bardzo szybko. Kupiłam następne warianty na próbę jak dawno temu obiecałam sobie że 'nigdy więcej Fa'. Ten dostałam ;)

poniedziałek, 6 marca 2017

BILANS KOSMETYCZNY #2

Pora podsumować moje poczynania w lutym :)

WYSZŁO/PRZYSZŁO


DENKO/ZAKUPY


PODSUMOWANIE:

Z której strony nie miałabym się czepiać jest dobrze. W lutym z moich zbiorów wyszły 24 kosmetyki (z czego trzy oddałam w inne ręce) a nowości wpadło mi w ręce zaledwie 12. Jakby nie liczyć - połowę tego co z moich zapasów wymiotło i jestem dwanaście sztuk na minusie.

W marcu pewnie moje wyniki będą zdecydowanie mniej imponujące bo nie dość, że zdążyłam już kupić sporo nowości Vianka (i mam w planach kolejne...) to na dodatek zużyć u mnie tyle co kot napłakał (żadnego znaczy :D). 

wtorek, 28 lutego 2017

NOWOŚCI #2

Cześć. Zapraszam Was na podsumowanie moich łupów z lutego :)


Po raz kolejny sięgnęłam po dziegciową maskę oczyszczającą z Bani Agafii. Wałkowałam ją na blogu wielokrotnie (m.in. w recenzji) i nadal uważam, że to najlepsza maska oczyszczająca przy czym kosztuje tak śmieszne pieniądze, że nawet nie chce mi się testować nowości w tym zakresie.

Potrzebowałam również nawilżającego toniku. Początkowo mój wybór padł na sprawdzony tonik hibiskusowy Sylveco jednak z aptecznej półki uśmiechał się do mnie tani jak barszcz tonik nawilżający Natura Estonica Bio. Niedawno pisałam Wam o całkiem przyzwoitym toniku odmładzającym tej firmy więc pokusiłam się o kolejny wariant.

Krem pod oczy Anti Age Global też już znacie z mojego bloga (recenzja). To najlepszy krem pod oczy jaki do tej pory używałam więc przy okazji świetnej promocji przygarnęłam kolejną tubę. Mimo, że kremów u mnie jak mrówków. Aczkolwiek czuję się w pełni usprawiedliwiona - jego cena regularna to bagatela 115 zł a ja weszła w jego posiadanie za ok. 20 zł i dostałam gratisowy flakon perfum.

Kupiłam też dwa produkty do ust. Pomadkę rokitnikową z Sylveco do stosowania po domu/na noc - dzięki zawartości oleju z rokitnika ma żółty sztyft i barwi moje usta więc do ludzi w niej nie wychodzę ;) z tego też względu przygarnęłam pomadkę Green Pharmacy, która okazała się być niezłą wtopą.


Szampony. Trzy. Tu mnie odrobinę poniosło ;) Biała Agafia w wariancie w rokitnikiem wpadła mi w oczy na którymś z blogów i zapragnęłam ją mieć. Przyznać muszę, że na chwilę obecną (już poszedł w ruch) daleka jestem od zachwytu jednak z drugiej strony używam go równolegle z tak świetnym szamponem Iceveda (pokazywałam go w ulubieńcach), że w tym zestawieniu, chyba większość produktów wypadałaby blado ;) A przy marce Iceveda pozostając... Dokupiłam kolejne dwa szampony tym razem kierując się wyłącznie moimi upodobaniami zapachowymi i powtórzyłam gamy zapachowe ze styczniowych ulubieńców (cedr i sandał, róża i lotos). Aromaterapia przede wszystkim :D

Spray do włosów farbowanych Iceveda z maliną i jaśminem kupiłam ze względu na moją sympatię do ich nawilżającej emulsji z różą i lotosem. I po trzech użyciach jestem w nim totalnie zakochana bo o ile wariant różany był naprawdę super tak ten... petarda. Chyba dokupię szampon do kompletu.... ;)))

Jako, że mój odżywczy olejek do włosów Vianka ma się ku końcowi i średnio jestem z niego zadowolona szukałam czegoś nowego do olejowania. Kierują się składem (od dawna kusił mnie olej lniany) sięgnęłam po relaksujący olejek z Bani Agafii. Używałam go do tej pory trzy razy więc moje zachwyty mogą być przesadzone ale sam zapach... Jeśli znacie esencję do kąpieli z melisą Kneipp i jesteście fankami jej zapachu to koniecznie go kupcie - zapach jest identyczny *-*

Na koniec gratis do zamówienia czyli serum wzmacniające do włosów Yves Rocher, które zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie :)


Trochę kolorówki wprost z Biedronki. Dwa pastelowe cienie oraz paletka pięciu korektorów marki Bell oraz tusz do rzęs Maybelline. I zapach zapachów Moment de Bonheur i So Elixir Purple. To moje ulubione (na obecną chwilę) zapachy tej marki więc gdy tylko pojawiły się korzystne kody rabatowe postanowiłam zrobić ich zapasy ;))

PODSUMOWUJĄC:

Nie jest źle. Ok, nie jest źle jeśli milczeniem mogę pominąć trzy butle szamponów, które nie były mi potrzebne do szczęścia. Z drugiej strony nie ma się co oszukiwać - natury kosmetycznego zbieracza tak szybko się nie pozbędę. I podejrzewam, że miesiąc w miesiąc będę grzeszyć w kategoriach krem do twarzy/żel pod prysznic/szampon. Bo to grupy produktów, których kupowania sprawia mi największą przyjemność ;) Z drugiej strony kupiłam ich tylko 3 a nie 10. Kiedyś mi się zdarzało ;)))

poniedziałek, 27 lutego 2017

ZUŻYCIA #2

Zgodnie z planem luty pod względem wykończonych produktów był bardzo ofity. A więc dziś o zużytych przeze mnie produktach słów kilka :)


UPIĘKSZAJĄCY OLEJEK MICELARNY VICHY
Miłość od pierwszego wejrzenia. Aż do ostatniego użycia :) Linkuję recenzję, ciekawych tego cuda zapraszam.

TYMIANKOWY ŻEL DO MYCIA TWARZY SYLVECO
Nie wyratował go piękny zapach - był bardzo agresywny i aż sama jestem zdziwiona, że nie wylądował w koszu. Powrotu zdecydowanie nie będzie.

TONIK ODMŁADZAJĄCY NATURA ESTONICA BIO
Odmłodzić mnie nie odmłodził, odrobinę irytowało mnie pojawiające się sporadycznie uczucie mrowienia jednak koniec końców oceniam go pozytywnie. Jest bardzo tani, ma przyjemny skład i robi co ma robić. Mam dwa pozostałe warianty toników tej producenta w zapasie ale i do tego być może wrócę.

KREM Z 1% WITAMINĄ K PHAMACERIS N
Pojawił się w poście na temat ulubieńców, za jakiś czas na pewno pojawi się jego pełna recenzja. Był ze mną przez zimowe miesiące i sprawdzał się na prawdę dobrze w porannej pielęgnacji. Przyjemnie nawilżał, pozostawiał uczcie komfortu i dobrze współpracował z makijażem.

ODŻYWCZY KREM POD OCZY VIANEK
Nie zachwycił. Głównie ze względu na swoją lekką formułę, która mnie - fankę konkretnych kremów pod oczy dość mocno drażniła. Działanie nie było złe jednak mam wrażenie, że lepiej sprawdzi się on w przypadku młodej skóry niezranionej najmniejszą zmarszczką niż dla kobiet w okolicach trzydziestki.



SZAMPON Z KOFEINĄ ALTERRA
Niewydajny, do codziennego użytku zbyt mocny. O dziwacznej formule, która nie chce się spieniać gdy już wyląduje na włosach. Powrotu nie będzie.

SZAMPON ZRÓWNOWAŻONY ECO LAB
Pięknie unormował moją skórę głowy po pewniej porażce z innym szamponem jest na co dzień zdecydowanie zbyt agresywny jak na moje potrzeby.

NAWILŻAJĄCA EMULSJA RÓŻA LOTOS ICEVEDA
Pojawiła się w styczniowych ulubieńcach a na użycie czekają dwa kolejne warianty tego specyfiku. Lekka, nawilżająca, ułatwiająca rozczesywanie mgiełka o niesamowicie przyjemnym zapachu.

MASKA DO WŁOSÓW GLISS KUR
Mimo początkowej niechęci zdobyła moje serce. Nawilżała, odżywiała, wygładzała i pozostawiała po sobie na włosach przyjemny zapach na długie godziny.

PUDER DO WŁOSÓW TAFT
Przy krótkich włosach używałam go zgodnie z przeznaczeniem - w celu nadania objętości. Przy dłuższych gdy to działanie nie jest już tak widoczne częściej pomagał mi ogarnąć i ugładzić moje baby hair gdy zachciało mi się związać włosy w wysoki kucyk. Kolejny w użyciu.

LAKIER DO WŁOSÓW TAFT
Jak za lakierami tej firmy nie przepadam tak ten szybko zdobył moje serce. Jest niemalże suchy, nie zostawia śladów na włosach przy czym dobrze je utrwala. Nawet nie drażnił mnie jego zapach co w przypadku lakierów do włosów jest u mnie raczej normą. Będę do niego wracać.



PŁYN DO KĄPIELI ISANA
Pachniał przyjemnie jednak nie był najłaskawszy dla mojej skóry. Niby dobrze się pienił ale ubywał w zastraszającym tempie ze względu na ogromny otwór, którym zakończona jest butla. Niby jest tani ale wolę...

SOLE DO KĄPIELI CIEN
Zmiękczają i barwią wodę a na dodatek mają niesamowicie przyjemne zapachy. Będę wracać :)

PEELING DO CIAŁA ICEVEDA
Ulubieniec stycznia. Z przyjemnością będę do niego wracać. Pięknie złuszczał i pachniał. I tyle mi do szczęścia wystarczy.

PEELING DO CIAŁA ORGANIC SHOP
Tak chwalony a mi nie podszedł... Po pierwsze drażnił mnie jego zapach, po drugie lepka formuła. Złuszczać złuszczał ale za całokształt ma u mnie zasłużone trzy z minusem.


ŻEL POD PRYSZNIC DOVE
Cudna, gęsta konsystencja plus słodki, śmietnkowo-kremowo-kwiatowy zapach sprawiły, że używałam go z ogromną przyjemnością. Na dodatek był łagodny dla mojej skóry. O ile do samych żeli Dove wrócę na pewno to i myślę, że powtórzę też ten wariant zapachowy bo ma w sobie 'to coś'.

ŻEL POD PRYSZNIC YVES ROCHER
Niewydajny, na chwilę obecną dość mocno przesuszający moją bardzo suchą skórę (gdy była mniej problematyczne praktycznie tego nie odczuwałam) ale... ten zapach! Intensywny zapach białych kwiatów uprzyjemniał każdą kąpiel. U-w-i-e-l-b-i-a-m!

ŻEL POD PRYSZNIC ECO LAB
Teoretycznie olejek, jednak o formule treściwego, kremowego żelu. Bardzo przypominał mi żele Dove. Zapach zrobił na mnie dość duże wrażenie bo była to mieszanka intensywnego, cierpkiego migdała z wychodzącą od czasu do czasu mydlaną nutą. Coś innego, niewtórnego tylko nie wiem czy warto płacić 15 zł za 250 ml myjadła gdy na promocjach można w tej cenie dorwać litr żeli Dove ;)

KREM O STÓP FUSS WOHL
Niby szału nie ma z drugiej strony wracam do niego od paru ładnych lat...

KREM DO RĄK EVREE
Zbiera dobre opnie mi jednak nie odpowiada. Może i krzywdy nie robi jednak jak na swoją konkretną formułę właściwości pielęgnacyjne ma nikłe. Zużyłam go do stóp ;)

Znacie któryś z tych kosmetyków? :)


niedziela, 5 lutego 2017

BILANS KOSMETYCZNY #1

Pora na podsumowanie stycznia :)

W związku z faktem, że przy okazji zużyć pokazuję również produkty, który nie zużyłam ( :D ) podsumowania pojawiać się będą dwie tabelki - te z kosmetykami, które opuściły mój zbiór oraz z faktycznym denkiem ponieważ planuję pod koniec roku podsumować ile kosmetyków faktycznie zużywam.

WYSZŁO/PRZYSZŁO


DENKO/ZAKUPY


PODSUMOWUJĄC

Styczeń w teorii okazał się być całkiem niezłym miesiącem pod względem ilościowym. Piętnaście zużytych przeze mnie produktów (i cztery które wyszły) kontra osiem kupionych kosmetyków (plus dwie nowości) pozwalają mi zamknąć miesiąc ze zbiorem mniejszym o dziewięć sztuk.

W praktyce niestety nie było aż tak kolorowo. Z bardzo prozaicznego względu - zakupy, które zrobiłam w większości nie pokrywały się z moimi potrzebami. Fakt, kilka rzeczy poszło w ruch jednak część walnęłam do szafy (gdzie chomikuję zapasy) gdzie będą leżeć i czekać sama nie wiem ile na swoje użycie. A ja próbuję walczyć właśnie z tym. Kupowaniem kosmetyków, które użyję za rok albo pół. Cóż, kolejne miesiące przede mną. Sama za siebie trzymam kciuki, żeby za bardzo nie szaleć ale... marnie to widzę :(

poniedziałek, 30 stycznia 2017

NOWOŚCI #1

Pierwszy miesiąc bez spontanicznych zakupów za mną. Co z tego wyszło? Szału nie ma ;)


Jestem ogromną fanką kremów do twarzy marki Tołpa. Używałam ich kilka, każdy jeden sprawdził się u mnie świetnie. Nie oparłam się więc pokusie kupienia kolejnego na zapas. Linia Tołpa Simply z tego co kojarzę produkowana jest dla Biedronki (w Biedronkowych cenach ;)) więc jak podejrzewam niebawem niknie z półek. Ów krem w momencie zakupu był dziesiątym w moim posiadaniu. Używać go będę pewnie jesienią lub zimą. Więc blisko rok przeleży w pudle z zapasami. Nie nazwę tego zakupu rozsądnym...

Miałam też okazję wybrać do przetestowania dwa produkty z aptecznej linii Clinic Way Dr Ireny Eris. Z propozycji skorzystałam i w moje ręce wpadły: oleożel i maska przeciwzmarszczkowa. Pierwszy produkt był totalną zachcianką bo produktów do demakijaż u mnie jak mrówków ale... pokusiła mnie jego formuła. Typowo nawilżającą maskę do twarzy planowałam kupić więc w zestawieniu z tego miesiąca i tak by się znalazła. Oba produkty doczekały się pierwszego wrażenia na blogu. Bardzo pozytywnego pierwszego wrażenia.


Dwie sole do kąpieli Cien. Jakiś czas temu używałam ich soli o zapachu pistacji i wanilii, która przypadła mi do gustu bardzo. A jako, że umilaczy kąpieli nigdy dość (nie mam w tej dziedzinie wielkich zapasów a i używam ich na bieżąco bo jestem ogromną fanką wieczornego lenistwa) przygarnęłam dwie. Pierwsza o zapachu imbiru i kardamonu jest świetna bo nie dość, że intensywnie pachnie bo tak samo barwi wodę, druga o zapachu pomarańczy i jaśminu jest niestety delikatniejsza jednak jej zapach odpowiada mi bardziej. Obie poszły w ruch.

Dwa limitowanie żele Palmolive. Totalna zachcianka. Na poprawę humoru. Ale warianty zapachowe i opakowania wyglądały TAK KUSZĄCO że nie mogłam zostawić ich w sklepie. Szczególnie, że nie mogę odżałować wycofania makowego żelu Jardins du Monde Yves Rocher (parę ładnych lat temu), który pachniał niesamowicie. I tak też pachnie żel Palmolive. Poszedł w ruch bo nie mogłam się powstrzymać *-* Tylko, że żeli u mnie od groma a chciejstw jeszcze więcej.

Trzy cukrowe peelingi Organic Shop. Gdybym mogła wytłumaczyć hurtowe kupowanie przez opłacalność tego przedsięwzięcia było by fajnie ale... zamawiałam je ze sklepu z opcją darmowej dostawy od dowolnej kwoty więc trochę słabo to wygląda :D Aczkolwiek mam dla siebie wytłumaczenie - najwyższa pora wypróbować ten hit blogosfery. Hit w bardzo niskiej cenie (za wszystkie zapłaciłam 30 zł). A i w styczniu udało mi się co nie co z tej kategorii wykończyć więc jestem na zero.

***

Wpadło tez parę drobiazgów nie-pielęgnacyjnych. Na nowe pędzle i gąbkę Blend It czaiłam się od dłuższego czasu i w końcu udało mi się wejść w ich posiadanie. Do tego dwie piękne matowe pomadki Provoke o których pisałam tutaj.


PODSUMOWUJĄC:


   Styczeń uważam za średnio udany. Na plus: zdecydowanie ilość - przy ilości zużyć w styczniu  dziesięć sztuk nowości to całkiem fajny wynik. Na minus: kupowanie rzeczy zupełnie zbędnych (żele i krem) na poprawę humoru. Paskudnego, fakt faktem, ale równie dobrze mogłam kupić coś bardziej potrzebnego. Trzy peelingi do ciała, kupione w ciemno, to też średnie posunięcie i więcej sensu miałby zakup jednego na wypróbowanie. Mogło być lepiej. Zdecydowanie.


CHCIEJSTWA:


    Jako, że moje potrzeby (ze względu na zapasy) raczej nie będą duże więc nie będę poświęcać na listę chcejstw kolejnego postu a umieszczać ją będę przy okazji wpisu z nowościami. W planach na najbliższe tygodnie:
  1. Maska oczyszczająca. Pewnie dziegciowa Bani Agafii.
  2. Glinka. Nie wiem jaka ;)
  3. Tonik nawilżający. Niby mam dwie butle toników ale oba są matujące. Waham się pomiędzy tonikiem hibiskusowym Sylveco albo tonikiem nawilżającym Fitomedu. Albo nad którąś z ich mgiełek do twarzy. Może jakiś hydrolat? Zasadniczo - sama nie wiem co bym chciała ale kupić coś potrzebuję bo mój tonik nawilżający dobija dna. 
  4. Balsam do ust. Albo Blistex albo coś bardziej naturalnego. Mam jeden otwarty produkt do ust i nic w zapasie więc będzie to zakup pierwszej potrzeby.
  5. Olej do włosów. Na celowniku mam olejek wzmacniający Bani Agafii aczkolwiek biorę pod uwagę zakup jakiegoś czystego oleju, którego jeszcze nie stosowałam lub powrót do ulubionego niegdyś oleju konopnego. W tej kategorii zapasów u mnie brak więc nic tylko kupować.
Tyle drodzy Państwo.
A Wy jak tam? Poszaleliście? ;)