poniedziałek, 6 marca 2017

BILANS KOSMETYCZNY #2

Pora podsumować moje poczynania w lutym :)

WYSZŁO/PRZYSZŁO


DENKO/ZAKUPY


PODSUMOWANIE:

Z której strony nie miałabym się czepiać jest dobrze. W lutym z moich zbiorów wyszły 24 kosmetyki (z czego trzy oddałam w inne ręce) a nowości wpadło mi w ręce zaledwie 12. Jakby nie liczyć - połowę tego co z moich zapasów wymiotło i jestem dwanaście sztuk na minusie.

W marcu pewnie moje wyniki będą zdecydowanie mniej imponujące bo nie dość, że zdążyłam już kupić sporo nowości Vianka (i mam w planach kolejne...) to na dodatek zużyć u mnie tyle co kot napłakał (żadnego znaczy :D). 

wtorek, 28 lutego 2017

NOWOŚCI #2

Cześć. Zapraszam Was na podsumowanie moich łupów z lutego :)


Po raz kolejny sięgnęłam po dziegciową maskę oczyszczającą z Bani Agafii. Wałkowałam ją na blogu wielokrotnie (m.in. w recenzji) i nadal uważam, że to najlepsza maska oczyszczająca przy czym kosztuje tak śmieszne pieniądze, że nawet nie chce mi się testować nowości w tym zakresie.

Potrzebowałam również nawilżającego toniku. Początkowo mój wybór padł na sprawdzony tonik hibiskusowy Sylveco jednak z aptecznej półki uśmiechał się do mnie tani jak barszcz tonik nawilżający Natura Estonica Bio. Niedawno pisałam Wam o całkiem przyzwoitym toniku odmładzającym tej firmy więc pokusiłam się o kolejny wariant.

Krem pod oczy Anti Age Global też już znacie z mojego bloga (recenzja). To najlepszy krem pod oczy jaki do tej pory używałam więc przy okazji świetnej promocji przygarnęłam kolejną tubę. Mimo, że kremów u mnie jak mrówków. Aczkolwiek czuję się w pełni usprawiedliwiona - jego cena regularna to bagatela 115 zł a ja weszła w jego posiadanie za ok. 20 zł i dostałam gratisowy flakon perfum.

Kupiłam też dwa produkty do ust. Pomadkę rokitnikową z Sylveco do stosowania po domu/na noc - dzięki zawartości oleju z rokitnika ma żółty sztyft i barwi moje usta więc do ludzi w niej nie wychodzę ;) z tego też względu przygarnęłam pomadkę Green Pharmacy, która okazała się być niezłą wtopą.


Szampony. Trzy. Tu mnie odrobinę poniosło ;) Biała Agafia w wariancie w rokitnikiem wpadła mi w oczy na którymś z blogów i zapragnęłam ją mieć. Przyznać muszę, że na chwilę obecną (już poszedł w ruch) daleka jestem od zachwytu jednak z drugiej strony używam go równolegle z tak świetnym szamponem Iceveda (pokazywałam go w ulubieńcach), że w tym zestawieniu, chyba większość produktów wypadałaby blado ;) A przy marce Iceveda pozostając... Dokupiłam kolejne dwa szampony tym razem kierując się wyłącznie moimi upodobaniami zapachowymi i powtórzyłam gamy zapachowe ze styczniowych ulubieńców (cedr i sandał, róża i lotos). Aromaterapia przede wszystkim :D

Spray do włosów farbowanych Iceveda z maliną i jaśminem kupiłam ze względu na moją sympatię do ich nawilżającej emulsji z różą i lotosem. I po trzech użyciach jestem w nim totalnie zakochana bo o ile wariant różany był naprawdę super tak ten... petarda. Chyba dokupię szampon do kompletu.... ;)))

Jako, że mój odżywczy olejek do włosów Vianka ma się ku końcowi i średnio jestem z niego zadowolona szukałam czegoś nowego do olejowania. Kierują się składem (od dawna kusił mnie olej lniany) sięgnęłam po relaksujący olejek z Bani Agafii. Używałam go do tej pory trzy razy więc moje zachwyty mogą być przesadzone ale sam zapach... Jeśli znacie esencję do kąpieli z melisą Kneipp i jesteście fankami jej zapachu to koniecznie go kupcie - zapach jest identyczny *-*

Na koniec gratis do zamówienia czyli serum wzmacniające do włosów Yves Rocher, które zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie :)


Trochę kolorówki wprost z Biedronki. Dwa pastelowe cienie oraz paletka pięciu korektorów marki Bell oraz tusz do rzęs Maybelline. I zapach zapachów Moment de Bonheur i So Elixir Purple. To moje ulubione (na obecną chwilę) zapachy tej marki więc gdy tylko pojawiły się korzystne kody rabatowe postanowiłam zrobić ich zapasy ;))

PODSUMOWUJĄC:

Nie jest źle. Ok, nie jest źle jeśli milczeniem mogę pominąć trzy butle szamponów, które nie były mi potrzebne do szczęścia. Z drugiej strony nie ma się co oszukiwać - natury kosmetycznego zbieracza tak szybko się nie pozbędę. I podejrzewam, że miesiąc w miesiąc będę grzeszyć w kategoriach krem do twarzy/żel pod prysznic/szampon. Bo to grupy produktów, których kupowania sprawia mi największą przyjemność ;) Z drugiej strony kupiłam ich tylko 3 a nie 10. Kiedyś mi się zdarzało ;)))

poniedziałek, 27 lutego 2017

ZUŻYCIA #2

Zgodnie z planem luty pod względem wykończonych produktów był bardzo ofity. A więc dziś o zużytych przeze mnie produktach słów kilka :)


UPIĘKSZAJĄCY OLEJEK MICELARNY VICHY
Miłość od pierwszego wejrzenia. Aż do ostatniego użycia :) Linkuję recenzję, ciekawych tego cuda zapraszam.

TYMIANKOWY ŻEL DO MYCIA TWARZY SYLVECO
Nie wyratował go piękny zapach - był bardzo agresywny i aż sama jestem zdziwiona, że nie wylądował w koszu. Powrotu zdecydowanie nie będzie.

TONIK ODMŁADZAJĄCY NATURA ESTONICA BIO
Odmłodzić mnie nie odmłodził, odrobinę irytowało mnie pojawiające się sporadycznie uczucie mrowienia jednak koniec końców oceniam go pozytywnie. Jest bardzo tani, ma przyjemny skład i robi co ma robić. Mam dwa pozostałe warianty toników tej producenta w zapasie ale i do tego być może wrócę.

KREM Z 1% WITAMINĄ K PHAMACERIS N
Pojawił się w poście na temat ulubieńców, za jakiś czas na pewno pojawi się jego pełna recenzja. Był ze mną przez zimowe miesiące i sprawdzał się na prawdę dobrze w porannej pielęgnacji. Przyjemnie nawilżał, pozostawiał uczcie komfortu i dobrze współpracował z makijażem.

ODŻYWCZY KREM POD OCZY VIANEK
Nie zachwycił. Głównie ze względu na swoją lekką formułę, która mnie - fankę konkretnych kremów pod oczy dość mocno drażniła. Działanie nie było złe jednak mam wrażenie, że lepiej sprawdzi się on w przypadku młodej skóry niezranionej najmniejszą zmarszczką niż dla kobiet w okolicach trzydziestki.



SZAMPON Z KOFEINĄ ALTERRA
Niewydajny, do codziennego użytku zbyt mocny. O dziwacznej formule, która nie chce się spieniać gdy już wyląduje na włosach. Powrotu nie będzie.

SZAMPON ZRÓWNOWAŻONY ECO LAB
Pięknie unormował moją skórę głowy po pewniej porażce z innym szamponem jest na co dzień zdecydowanie zbyt agresywny jak na moje potrzeby.

NAWILŻAJĄCA EMULSJA RÓŻA LOTOS ICEVEDA
Pojawiła się w styczniowych ulubieńcach a na użycie czekają dwa kolejne warianty tego specyfiku. Lekka, nawilżająca, ułatwiająca rozczesywanie mgiełka o niesamowicie przyjemnym zapachu.

MASKA DO WŁOSÓW GLISS KUR
Mimo początkowej niechęci zdobyła moje serce. Nawilżała, odżywiała, wygładzała i pozostawiała po sobie na włosach przyjemny zapach na długie godziny.

PUDER DO WŁOSÓW TAFT
Przy krótkich włosach używałam go zgodnie z przeznaczeniem - w celu nadania objętości. Przy dłuższych gdy to działanie nie jest już tak widoczne częściej pomagał mi ogarnąć i ugładzić moje baby hair gdy zachciało mi się związać włosy w wysoki kucyk. Kolejny w użyciu.

LAKIER DO WŁOSÓW TAFT
Jak za lakierami tej firmy nie przepadam tak ten szybko zdobył moje serce. Jest niemalże suchy, nie zostawia śladów na włosach przy czym dobrze je utrwala. Nawet nie drażnił mnie jego zapach co w przypadku lakierów do włosów jest u mnie raczej normą. Będę do niego wracać.



PŁYN DO KĄPIELI ISANA
Pachniał przyjemnie jednak nie był najłaskawszy dla mojej skóry. Niby dobrze się pienił ale ubywał w zastraszającym tempie ze względu na ogromny otwór, którym zakończona jest butla. Niby jest tani ale wolę...

SOLE DO KĄPIELI CIEN
Zmiękczają i barwią wodę a na dodatek mają niesamowicie przyjemne zapachy. Będę wracać :)

PEELING DO CIAŁA ICEVEDA
Ulubieniec stycznia. Z przyjemnością będę do niego wracać. Pięknie złuszczał i pachniał. I tyle mi do szczęścia wystarczy.

PEELING DO CIAŁA ORGANIC SHOP
Tak chwalony a mi nie podszedł... Po pierwsze drażnił mnie jego zapach, po drugie lepka formuła. Złuszczać złuszczał ale za całokształt ma u mnie zasłużone trzy z minusem.


ŻEL POD PRYSZNIC DOVE
Cudna, gęsta konsystencja plus słodki, śmietnkowo-kremowo-kwiatowy zapach sprawiły, że używałam go z ogromną przyjemnością. Na dodatek był łagodny dla mojej skóry. O ile do samych żeli Dove wrócę na pewno to i myślę, że powtórzę też ten wariant zapachowy bo ma w sobie 'to coś'.

ŻEL POD PRYSZNIC YVES ROCHER
Niewydajny, na chwilę obecną dość mocno przesuszający moją bardzo suchą skórę (gdy była mniej problematyczne praktycznie tego nie odczuwałam) ale... ten zapach! Intensywny zapach białych kwiatów uprzyjemniał każdą kąpiel. U-w-i-e-l-b-i-a-m!

ŻEL POD PRYSZNIC ECO LAB
Teoretycznie olejek, jednak o formule treściwego, kremowego żelu. Bardzo przypominał mi żele Dove. Zapach zrobił na mnie dość duże wrażenie bo była to mieszanka intensywnego, cierpkiego migdała z wychodzącą od czasu do czasu mydlaną nutą. Coś innego, niewtórnego tylko nie wiem czy warto płacić 15 zł za 250 ml myjadła gdy na promocjach można w tej cenie dorwać litr żeli Dove ;)

KREM O STÓP FUSS WOHL
Niby szału nie ma z drugiej strony wracam do niego od paru ładnych lat...

KREM DO RĄK EVREE
Zbiera dobre opnie mi jednak nie odpowiada. Może i krzywdy nie robi jednak jak na swoją konkretną formułę właściwości pielęgnacyjne ma nikłe. Zużyłam go do stóp ;)

Znacie któryś z tych kosmetyków? :)


niedziela, 5 lutego 2017

BILANS KOSMETYCZNY #1

Pora na podsumowanie stycznia :)

W związku z faktem, że przy okazji zużyć pokazuję również produkty, który nie zużyłam ( :D ) podsumowania pojawiać się będą dwie tabelki - te z kosmetykami, które opuściły mój zbiór oraz z faktycznym denkiem ponieważ planuję pod koniec roku podsumować ile kosmetyków faktycznie zużywam.

WYSZŁO/PRZYSZŁO


DENKO/ZAKUPY


PODSUMOWUJĄC

Styczeń w teorii okazał się być całkiem niezłym miesiącem pod względem ilościowym. Piętnaście zużytych przeze mnie produktów (i cztery które wyszły) kontra osiem kupionych kosmetyków (plus dwie nowości) pozwalają mi zamknąć miesiąc ze zbiorem mniejszym o dziewięć sztuk.

W praktyce niestety nie było aż tak kolorowo. Z bardzo prozaicznego względu - zakupy, które zrobiłam w większości nie pokrywały się z moimi potrzebami. Fakt, kilka rzeczy poszło w ruch jednak część walnęłam do szafy (gdzie chomikuję zapasy) gdzie będą leżeć i czekać sama nie wiem ile na swoje użycie. A ja próbuję walczyć właśnie z tym. Kupowaniem kosmetyków, które użyję za rok albo pół. Cóż, kolejne miesiące przede mną. Sama za siebie trzymam kciuki, żeby za bardzo nie szaleć ale... marnie to widzę :(

poniedziałek, 30 stycznia 2017

NOWOŚCI #1

Pierwszy miesiąc bez spontanicznych zakupów za mną. Co z tego wyszło? Szału nie ma ;)


Jestem ogromną fanką kremów do twarzy marki Tołpa. Używałam ich kilka, każdy jeden sprawdził się u mnie świetnie. Nie oparłam się więc pokusie kupienia kolejnego na zapas. Linia Tołpa Simply z tego co kojarzę produkowana jest dla Biedronki (w Biedronkowych cenach ;)) więc jak podejrzewam niebawem niknie z półek. Ów krem w momencie zakupu był dziesiątym w moim posiadaniu. Używać go będę pewnie jesienią lub zimą. Więc blisko rok przeleży w pudle z zapasami. Nie nazwę tego zakupu rozsądnym...

Miałam też okazję wybrać do przetestowania dwa produkty z aptecznej linii Clinic Way Dr Ireny Eris. Z propozycji skorzystałam i w moje ręce wpadły: oleożel i maska przeciwzmarszczkowa. Pierwszy produkt był totalną zachcianką bo produktów do demakijaż u mnie jak mrówków ale... pokusiła mnie jego formuła. Typowo nawilżającą maskę do twarzy planowałam kupić więc w zestawieniu z tego miesiąca i tak by się znalazła. Oba produkty doczekały się pierwszego wrażenia na blogu. Bardzo pozytywnego pierwszego wrażenia.


Dwie sole do kąpieli Cien. Jakiś czas temu używałam ich soli o zapachu pistacji i wanilii, która przypadła mi do gustu bardzo. A jako, że umilaczy kąpieli nigdy dość (nie mam w tej dziedzinie wielkich zapasów a i używam ich na bieżąco bo jestem ogromną fanką wieczornego lenistwa) przygarnęłam dwie. Pierwsza o zapachu imbiru i kardamonu jest świetna bo nie dość, że intensywnie pachnie bo tak samo barwi wodę, druga o zapachu pomarańczy i jaśminu jest niestety delikatniejsza jednak jej zapach odpowiada mi bardziej. Obie poszły w ruch.

Dwa limitowanie żele Palmolive. Totalna zachcianka. Na poprawę humoru. Ale warianty zapachowe i opakowania wyglądały TAK KUSZĄCO że nie mogłam zostawić ich w sklepie. Szczególnie, że nie mogę odżałować wycofania makowego żelu Jardins du Monde Yves Rocher (parę ładnych lat temu), który pachniał niesamowicie. I tak też pachnie żel Palmolive. Poszedł w ruch bo nie mogłam się powstrzymać *-* Tylko, że żeli u mnie od groma a chciejstw jeszcze więcej.

Trzy cukrowe peelingi Organic Shop. Gdybym mogła wytłumaczyć hurtowe kupowanie przez opłacalność tego przedsięwzięcia było by fajnie ale... zamawiałam je ze sklepu z opcją darmowej dostawy od dowolnej kwoty więc trochę słabo to wygląda :D Aczkolwiek mam dla siebie wytłumaczenie - najwyższa pora wypróbować ten hit blogosfery. Hit w bardzo niskiej cenie (za wszystkie zapłaciłam 30 zł). A i w styczniu udało mi się co nie co z tej kategorii wykończyć więc jestem na zero.

***

Wpadło tez parę drobiazgów nie-pielęgnacyjnych. Na nowe pędzle i gąbkę Blend It czaiłam się od dłuższego czasu i w końcu udało mi się wejść w ich posiadanie. Do tego dwie piękne matowe pomadki Provoke o których pisałam tutaj.


PODSUMOWUJĄC:


   Styczeń uważam za średnio udany. Na plus: zdecydowanie ilość - przy ilości zużyć w styczniu  dziesięć sztuk nowości to całkiem fajny wynik. Na minus: kupowanie rzeczy zupełnie zbędnych (żele i krem) na poprawę humoru. Paskudnego, fakt faktem, ale równie dobrze mogłam kupić coś bardziej potrzebnego. Trzy peelingi do ciała, kupione w ciemno, to też średnie posunięcie i więcej sensu miałby zakup jednego na wypróbowanie. Mogło być lepiej. Zdecydowanie.


CHCIEJSTWA:


    Jako, że moje potrzeby (ze względu na zapasy) raczej nie będą duże więc nie będę poświęcać na listę chcejstw kolejnego postu a umieszczać ją będę przy okazji wpisu z nowościami. W planach na najbliższe tygodnie:
  1. Maska oczyszczająca. Pewnie dziegciowa Bani Agafii.
  2. Glinka. Nie wiem jaka ;)
  3. Tonik nawilżający. Niby mam dwie butle toników ale oba są matujące. Waham się pomiędzy tonikiem hibiskusowym Sylveco albo tonikiem nawilżającym Fitomedu. Albo nad którąś z ich mgiełek do twarzy. Może jakiś hydrolat? Zasadniczo - sama nie wiem co bym chciała ale kupić coś potrzebuję bo mój tonik nawilżający dobija dna. 
  4. Balsam do ust. Albo Blistex albo coś bardziej naturalnego. Mam jeden otwarty produkt do ust i nic w zapasie więc będzie to zakup pierwszej potrzeby.
  5. Olej do włosów. Na celowniku mam olejek wzmacniający Bani Agafii aczkolwiek biorę pod uwagę zakup jakiegoś czystego oleju, którego jeszcze nie stosowałam lub powrót do ulubionego niegdyś oleju konopnego. W tej kategorii zapasów u mnie brak więc nic tylko kupować.
Tyle drodzy Państwo.
A Wy jak tam? Poszaleliście? ;)

piątek, 27 stycznia 2017

ZUŻYCIA #1

   W nowy rok weszłam ze sporą gromadką otwartych produktów. Dziś więc zapraszam Was na krótkie podsumowanie zużytych (i nie) przeze mnie kosmetyków.

** TWARZ **

Kupiłam ją z pełną premedytacją na obecną porę roku bo potrzebowałam czegoś, co nada skórze orzeźwienia (sezon grzewczy...). Sprawdziła się świetnie. Na dodatek miała piękny, niby cytrusowy ale bardzo nieoczywisty zapach, który uprzyjemniał jej używanie. Jak za produktami Ziaji generalnie nie przepadam, tak tutaj nie mam do czego się przyczepić. Chętnie do niej wrócę.

MINCER PHARMA VITA C INFUSION SERUM OLEJKOWE
Nie było złe jednak mi się... popsuło. Pisałam o nim więcej w recenzji. W tej też wspominałam, że raczej do niego nie wrócę więc no, nie zachwyciło.

KREM NA DZIEŃ BIOLAVEN
Miała być miłość, wyszło jak zawsze ;) Spowodował armagedon na mojej skórze z którym walczę (z powodzeniem na szczęście) po dziś dzień. Nieprzyjemna formuła, uczucie oblepienia... Jestem na nie.

MASKA DZIEGCIOWA BANIA AGAFII
Moja oczyszczająca maska numer jeden. Gęsta, treściwa, o doskonałych właściwościach oczyszczających i matujących. Delikatnie przesusza mi skórę, jednak standardowo po nałożeniu tego typu kosmetyku nakładam na skórę maskę typowo nawilżającą więc tę (jedyną) wadę jestem w stanie przeboleć. Bardzo łatwo zmyć ją z twarzy, jest śmiesznie tania i ma wygodne opakowanie.

MASKA FITOAKTYWNA BANIA AGAFII
Nie polubiliśmy się. Ratował ją w moich oczach wyłącznie efekt lekkiego rozgrzania skóry po nałożeniu bo właściwości pielęgnacyjne miała mierne.

GLINKA RÓŻOWA COSMOSPA
Początkowo używałam jej do włosów jednak jak zabrakło mi maski dziegciowej postanowiłam ją używać i jakie było moje pozytywne zaskoczenie, gdy zadziałała na moją skórę świetnie. Może niekoniecznie wrócę do niej na już i teraz (chociaż powrót pod uwagę biorę) ale chyba skuszę się na jakąś inną czystą glinkę.

POMADKA OCHRONNA NIVEA MED REPAIR
Spontaniczny zakup znad morza, gdy okazało się, że wiatr hula a ja nie wzięłam ze sobą nic do ochrony ust. Rozczarowała mnie srodze. Nie dość, że była nieprzyjemnie twarda i tępa, to na dodatek właściwości pielęgnujące miała mierne. Jako produkt ochronny, zapewniający powłoczkę na ustach niby dawała radę, miała też filtr przeciwsłoneczny więc pewnie nadal bym ją (sporadycznie) używała ale dnia pewnego sztyft odpadł od opakowania i wylądował na ziemi. Więc leci do kosza bez najmniejszego żalu.

** WŁOSY **

EMULSJA ZAKWASZAJĄCA STAPIZ
Zużyłam połowę (drugiego opakowania na przestrzeni paru miesięcy), resztą się podzieliłam. Polubiłam ten produkt od pierwszego użycia i po przerwie do niej wrócę - kolejne opakowanie czeka w zapasach. Emulsja Stapiz jest idealnym produktem do spłukiwania dla moich włosów. A od tych wymagam by lekko wygładzały, nawilżały i nie obciążały moich włosów. Ten kosmetyk punktuje u mnie również przyjemnym, winogronowym zapachem, opakowaniem z wygodną pompką i niewygórowaną ceną. Bałam się o przesuszanie jednak zawartość kwasów owocowych nie robi mi krzywy nawet, gdy sięgam po nią codziennie.

JEDWAB W PŁYNIE EVELINE
To dopiero była niespodzianka. W szkaradnym opakowaniu ukrywał się produkt dla moich cienkich, sianowatych na końcach włosów, idealny. Mimo bardzo bogatej konsystencji w najmniejszym stopniu nie przetłuszczał ani nie obciążał włosów jednocześnie pięknie je wygładzał i dociążał. Mam nieodpartą chęć na kolejną butelkę ale... jak pojawił się w Rossmannie tak na chwilę obecną chyba został wycofany. Szkoda.


*** CIAŁO ***

OLEJEK MYJĄCY ISANA
Kupiony z zamiarem prania nim gąbki do makijażu i tak w większości zużyty jednak też postanowiłam sobie przypomnieć jak sprawdzał się do mycia ciała i wypada dosyć słabo. Z jednej strony nie przesuszał mi skóry więc nie powinnam narzekać z drugiej źle po skórze się rozprowadzał (był lekko tępy) i miał nieprzyjemny zapach oleju spożywczego. Szału nie ma. Ale przy okazji i tak go kupię - do prania gąbki właśnie.

ŻEL POD PRYSZNIC PALMOLIVE
Wtopa. W teorii to przyjemny, gęsty, śliski (idealny pod golarkę) żel, który nie robił mi krzywdy tak jego zapach... jak tani czekoladowy budyń, potrafił uprzykrzyć mi każdą kąpiel. Zużyć zużyłam, wracać nie zamierzam. Uważam też że Palmolive bardzo zmarnowało potencjał tych żeli - jestem ogromną fanką słodkich, ulepkowatych zapachów i pewnie byłabym ich wierna gdyby kompozycje zapachowe faktycznie były 'gourmet'.

ŻEL POD PRYSZNIC OCEANIA
Po jednorazowym użyciu wysuszył mi skórę na wiór więc wlałam go do pojemnika na mydło. Sama po niego sięgać nie będę bo używam mydeł w kostce ale stwierdziłam, że warto pokazać, że jestem kolejny produkt myjący na minus ;)

***
PEELING DO CIAŁA PERFECTA
Przyjemny (ten zapach!) ale bardzo delikatny i niewydajny. Miał gęstą, żelową formułę i trzy rodzaje drobin: największe pestki nie robiły nic, mniejsze i drobne plastikowe przyjemnie masowały skórę. Przy jednej aplikacji, żeby faktycznie speelingować skórę trzeba było nałożyć go w sporej ilości więc wyszedł mi bardzo szybko. Plus za brak powłoki na skórze po jego użyciu.

PEELING DO TWARZY I CIAŁA ZIAJA 
Dawno temu wpadła mi w ręce próbka tego produktu, po której to planowałam kupić pełnowymiarowe opakowanie. Oto i jest. A raczej było. Peeling ten posiada małe, delikatne drobinki (aczkolwiek jest ich ogrom) zatopione w lekkiej, niemal płynnej bazie. Lubiłam go używać do zdzierania delikatnych partii skóry typu dekolt gdzie peelingi 'do ciała' są dla mnie byt intensywne a tych 'do twarzy' mi szkoda ;) Zużyłam go szybko (bo sięgałam po niego często), bezboleśnie, z przyjemnością (ze względu na zapach - niby cytrusowy ale z charakterem). Jednak raczej do niego nie wrócę - ze względu na obecność mikrogranulek.

PEELING DO STÓP KOLASTYNA
Świetny! Ostry, z dużą ilością sporych drobinek w kremowej bazie. Oprócz zdzierania świetnie odświeżał skórę. Miał przyjemny, mentolowy zapach. Niestety, jest to kolejny produkt z plastikowymi kulkami więc będę szukać mu zamiennika.


***
MASŁO DO CIAŁA PERFECTA
KREM DO RĄK PERFECTA
Oba kupione przed świętami ze względu na cudowny zapach śliwki i wanilii. Niewiele różniły się od siebie pod względem składu i formuły więc oba, koniec końców, zużyłam do ciała. Trochę się lepiły, nie najlepiej nawilżały ale zapach rekompensował mi wszystko. Wrócić do nich nie wrócę (z tego co kojarzę to limitka dla Biedronki) jednak bardzo mocno uprzyjemniły mi około świąteczny czas więc nie będę też ich szczególnie krytykować.

2X BALSAM DO CIAŁA EVELINE
Nie jest to balsam o spektakularnym działaniu aczkolwiek faktycznie całkiem nieźle radził sobie z nawilżaniem mojej bardzo suchej skóry. Kocham jego cierpko-kwaśny zapach. Zużyta przeze mnie butla była drugą w mojej karierze jednak gdy chciałam otworzyć kolejną, ostatnią już w moich zapasach (wycofali go dziady) okazało się, że mimo, że termin przydatności upływała dopiero za pół roku jest on zepsuty - zmienił konsystencję oraz zapach. Podejrzewam, że ktoś otworzył go gdy stał na sklepowej półce a u mnie odstał swoje. Szkoda.






Jestem ciekawa czy miałyście okazję używać któregoś z tych produktów.

wtorek, 24 stycznia 2017

BILANS KOSMETYCZNY #0

    Nie do końca jestem przekonana do takiej formy rozliczania moich poczynań bo od początku zakładałam że nie o liczby tutaj chodzi. A o podejście. Jednak to właśnie cyfry dają najlepszy podgląd na stan posiadania więc nie omieszkam co miesiąc podsumować rotacji kosmetyków. Ale dziś, jeszcze zanim podsumuję pierwszy miesiąc nowego roku (nie zapowiada się to najlepiej) pokażę Wam (a głównie sobie) jak wyglądały moje poczynania kiedyś.

   Zaczniemy od czegoś, co udało mi się niedawno odzyskać w odmętach mojego dysku czyli podsumowaniu ilości kosmetyków z jakimi kończyłam pięć (!) ostatnich lat. Uwielbiam gromadzić informacje wszelakie ;)

***

ZBIORY